poniedziałek, 23 lipca 2018

poniedziałek, 26 lutego 2018

Każdy sobie, a dzieci jeść nie muszą

Na początku stycznia mąż powiadomił mnie pocztą elektroniczną, że od tej pory jego wypłaty będą przychodzić na jego konto (założył sobie własne) a nie na wspólne.
Zadeklarował także, że zwróci mi połowę raty kredytu za dom, opłaty za prąd, wodę, internet i śmieci. Dodał, że za jedzenie nie odda mi połowy, bo nie zjada z "naszego" (czyli mojego i dzieci) jedzenia aż tyle. (O tym, że dzieci też muszą coś jeść, a on, jako ich ojciec, powinien partycypować w kosztach, zapewne zapomniał.)

W tej samej wiadomości powiadomił mnie także, że szuka mieszkania i chce się wyprowadzić od pierwszego lutego.

Ostatecznie zabrał część swoich rzeczy i przestał sypiać w domu 15 lutego.

niedziela, 21 stycznia 2018

"Wesołych, pogodnych świąt..."

Na cztery dni przed Wigilią mąż urządził mi awanturę o bloga.
Tego bloga - "to gówno" jak się wyraził.

Nie zauważył, że opisywane zdarzenia miały miejsce - to mu nie przeszkadza, tylko to, że ośmieliłam się o tym napisać. Czyli, jak Kali wobec dzieci i żony jest wredny to CACY, ale kiedy żona ośmieli się to opisać, to to już jest BE i Kali czuje się urażony.

Dowiedziałam się wielu przykrych rzeczy na swój temat, między innymi to, że jestem fałszywa, że bloga prowadzę, by moje koleżanki użalały się nade mną i mi przyklaskiwały.

Jak zwykle większość z tych zarzutów jest bezzasadna i wzięta z sufitu. Bloga prowadzę od niemal pięciu lat, wejść na bloga było w tym czasie 1-2 dziennie (dokładnie 2613), ten wpis jest czterdziestym-ósmym, komentarzy w tym czasie pozostawiono dwa. No ale przecież nie chodzi o fakty tylko o to, żeby dokuczyć, dopiec, sprawić przykrość. Każdy pretekst jest dobry.

Potem jeszcze oznajmił mi, że więcej nie wsiądzie do tego samego samochodu co ja, że podczas Wigilii opłatkiem się ze mną nie przełamie, i że jak "tego gówna" nie zlikwiduję to on się wyprowadza. (Zostawiłam mu odpowiedź na karteczce: Zrobisz jak zechcesz. Nie szantażuj mnie więcej. Poradzimy sobie i bez Ciebie.) 

Rzeczywiście, na Wigilię do znajomych pojechał osobno, opłatkiem się ze mną nie przełamał (nie odzywa się do mnie od tamtej nocy) a prezentu pod choinkę nie dostałam (jak od kilku lat z resztą, więc nic nowego). Ponieważ to ja przygotowałam rybę na wieczerzę, jadł jedynie ziemniaki z kapustą.

W Sylwestra w południe udał się w kierunku nieznanym (nigdy nie informuje kiedy wychodzi z domu ani dokąd się udaje) a na imprezie u znajomych nie pojawił się.

Od tamtej nocy demonstruje jak ciężko jest obrażony także tym, że nie wyrzuca śmieci ani nie przynosi drewna do kominka - obowiązki te przejął syn. No i chodzi na ping ponga już nie 3 ale 4 lub 5 razy w tygodniu.

środa, 3 stycznia 2018

Nieobecność II

W połowie grudnia miał miejsce recital córki.
Ojciec wiedział, którego dnia i na którą godzinę, ale wybrał ping ponga.
W tamtym tygodniu grał w ping ponga już 3 razy (środa, piątek, sobota), ale uznał, że tamtej niedzieli ważniejszy jest ping pong z kolegą (czwarty raz w tygodniu) aniżeli koncert córki.

niedziela, 3 grudnia 2017

Nieobecność

Syn gra w orkiestrze szkolnej a pod koniec listopada odbył się koncert.
Ojciec wiedział o koncercie od dawna, pytany czy wybierze się z nami zapewniał, że tak.
I jak zwykle, w ostatniej chwili, kiedy już wychodziliśmy stwierdził, że nie idzie.
Bo miał ciężki dzień w pracy, bo wrócił późno...
Ale do sklepu monopolowego po alkohol zdążył wstąpić!

środa, 29 listopada 2017

Instrument

Ponieważ córka zaczyna naukę gry na pianinie, w domu pojawił się instrument.
Na razie to tylko pożyczony keyboard.
 Wnoszę go do domu a miernota komentuje:

- Jeszcze kurw* keyboard do tego wszystkiego!


sobota, 3 czerwca 2017

Ping pong ważniejszy niż dzieci

W maju syn brał udział w szkolnym przedstawieniu.

Tata nie pojawił się na widowni. Grał w tym czasie w ping ponga.

Wczoraj miała miejsce ceremonia ukończenia przedszkola córki.

Tata ponownie wybrał grę w ping ponga.

Widać na jakim miejscu na liście priorytetów Miernoty plasują się ping pong oraz dzieci.

niedziela, 14 maja 2017

Zapłakać się na śmierć

Czasem łatwiej mi gdzieś pojechać samej niż z dziećmi, zwłaszcza z młodszą córką.
Mąż jak ognia unika sytuacji, kiedy to musi zostać z dziećmi. Zdarza się, że mimo że wcześniej ustalone było, że jadę coś załatwić sama, córka w ostatniej chwili urządza scenę, że chce z mamą. A jej ojciec, zamiast jakoś załagodzić sytuację, zagadać, odwrócić uwagę dziecka, jeszcze dolewa oliwy do ognia a pewnego zimowego deszczowego dnia złapał dziecko za rękę i przyprowadził mi ją do samochodu, taką nie ubraną i w samych skarpetkach przez rozmoknięty i zamieniony w błotne bajoro trawnik, oznajmiając, oskarżycielskim tonem że dziecko chce jechać ze mną. I to ja miałam się czuć winna całej tej sytuacji. A jeśli by się dziecko rozchorowało, to też byłaby moja wina, a jakże!

Wielokrotnie wrzucał mi ją do samochodu właśnie tak, bez kurtki, czapki czy butów i stwierdzał:

- Zostawisz ją, żeby się tak zadarła na śmierć?

A dzisiaj, mimo, że obchodzone jest u nas święto rodzinne (Dzień Matki), zebrał się do kolegi grać w ping ponga. Córka płacze i prosi, żeby nie jechał. Miernota odpycha dziecko i ogania się od córki zirytowany jak od naprzykrzających się komarów. I nie przeszkadza mu, że dziecko płacze. Widać w tej sytuacji może zadrzeć się na śmierć.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Jedenastolatek pyta

- Mamo, dlaczego tata nie robi nic fajnego ze mną?
- ???
- No bo tata Michała i Mateusza zabiera ich na ryby, tata Patryka zabiera go hiking, a mój tata nigdzie mnie nie zabiera i niczego fajnego ze mną nie robi...

wtorek, 14 marca 2017

I kto teraz wprawi nowe drzwi do toalety?

Kazałam córce posprzątać zabawki.
Marudziła, jęczała, w końcu poprosiłam syna by jej pomógł.

Syn zaczął zbierać zabawki a córka ani kiwnęła palcem.

Syn się zdenerwował i tłumaczy jej, że ma jej pomóc a nie sprzątać za nią.

W tym momencie wtrącił się miernota, który cały czas był obecny i wiedział co się dzieje.
Nie, nie poparł syna polecając córce posprzątać swoje zabawki. Wydarł się natomiast na niego, że ma nie prowokować siostry.

Syn poczuł się urażony - a kto by się tak nie poczuł na jego miejscu? Ale wie, że nie ma co z ojcem dyskutować, więc tylko zrobił minę dając ujść nieco frustracji, ale nie odezwał się słowem.

Ojciec jednak minę zauważył i wpadł w szał. Rzucił się w stronę syna ze słowami "Ja cię nauczę gówniarzu!" Syn ma refleks niezły, więc uciekł i zamknął się w toalecie.

- Otwieraj! - wrzeszczy miernota pod drzwiami. Syn nie głupi - nie otwiera.

Miernota kopną więc z całej siły w drzwi, rozwalając zamek i uszkadzając framugę.

W tym momencie dobiegłam do obojga i nie pozwoliłam zrobić dziecku krzywdy.

I nie mogę oprzeć się skojarzeniu: "Bo zupa była za słona."

piątek, 27 stycznia 2017

Obojętność wobec choroby dziecka

Syn zachorował na krup.
Rano, dużo wcześniej niż zazwyczaj, krzątam się, podaję dziecku środek przeciwgorączkowy, uspakajam dziecko, które ma problemy z oddychaniem - miernota zachowuje się, jakby nic się nie działo.
W końcu nie mogę znieść tego jego całkowitego braku zainteresowania i oznajmiam, że dziecko jest chore i ma gorączkę. Reakcja miernoty:

- No to co?

A ja nadal nie mogę pojąć jak można być aż tak obojętnym wobec własnego dziecka!

wtorek, 27 grudnia 2016

Prezent

Syn pyta miernotę:

- Kupisz mamie jakiś prezent pod choinkę?
- Nie, nie mam pieniędzy.

No pewnie, piwo i wino wszak sporo kosztują - na prezent już nie zostało.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Kraby - tylko dla mnie!

Miernota wrócił z ryb po 24 godzinach.

Przywiózł kraby.

Ugotował sobie i zjadł. Sam. Nawet nie zapytał czy chcę skosztować.

W ogóle słowem się do mnie nie odezwał, no ale przecież nie odzywa się do mnie od ponad miesiąca...(7 tygodni!)

piątek, 4 listopada 2016

Na ryby

W piątkowe popołudnie, około piątej, miernota zniknął z domu. Nikomu nie powiedział dokąd się udaje ani na jak długo - nie poczuwa się w obowiązku powiadamiania reszty rodziny, że w ogóle gdzieś wybywa. Wszak to jego prywatna sprawa a fakt, że ma żonę i dzieci w zasadzie nic nie znaczy.

Myślałam, że pojechał na ping ponga, bo w piątkowe wieczory właśnie to robi (broń Boże by spędzić czas z dziećmi! Za żadne skarby!) Dwie godziny później przysłał mi wiadomość tekstową:

Jadę z A. na ryby. Wrócę jutro.

Trochę później rozmawiałam telefonicznie z żoną A. Okazało się, że miernota wcale u nich nie nocuje a A jedzie na ryby dopiero następnego dnia rano. Gdzie miernota nocował (z kim?) pozostanie dla mnie tajemnicą - żonie nic do tego!

wtorek, 25 października 2016

Słodycze i śmieciowe jedzenie

Kiedy ja jestem w domu z córką, je ona porządne śniadanie, obiad, kolację, jako przekąski - jabłka, śliwki, mandarynki, truskawki, jagody, maliny. Czasem, w nagrodę dostanie coś słodkiego, ale niewiele, cukierka lub małą czekoladkę.

Kiedy córka zostaje w domu z miernotą, jej menu to cukierki, lody, czipsy i ewentualnie milkshake i chicken nuggets z McDonaldsa. Same śmieci, tona cukru, barwników, konserwantów i zero właściwości odżywczych.

Wielokrotnie zwracałam mu uwagę, że daje dzieciom (obojgu, nie tylko córce) stanowczo za dużo słodyczy i czipsów, ale jego podejście jest takie:

Skoro są na półce w sklepie to można je jeść.

Na dodatek uważa też, że dzieci mogą te produkty spożywać w ilościach hurtowych i nie są im potrzebne żadne składniki odżywcze, białko, błonnik czy witaminy.

Dodatkowo pozwala dzieciom jeść czipsy przed telewizorem - w efekcie cały dywan jest zasłany czipsami i dom wygląda jak chlew. Przychodzę z pracy po 8.5 godzinach pracy i pierwsze co robię to odkurzam, bo miernota od kilku miesięcy nie skalał swych rąk żadną pracą domową i chyba już zapomniał jak wygląda odkurzacz.

W końcu się zdenerwowałam i doszło do awantury. Jak zawsze to ja się czepiam nie mam racji a miernota to postać kryształowa bez najmniejszej skazy na charakterze. W końcu dostałam polecenie:

Napisz na blogu, że faszeruję dzieci słodyczami! 

Prośbie niniejszej czynię zadość.

Do awantury doszło ponad 4 tygodnie temu, w poniedziałek 31 października minie dokładnie 5 tygodni. Od tego czasu miernota chodzi nadęty i nabzdyczony jak indor i się do mnie nie odzywa. Folguje sobie też z różnymi drobnymi złośliwościami - taka to już natura.
Jego lenistwo i niechlujstwo poczyniło spore postępy, ale o tym będzie innym razem.
Dom traktuje jak hotel, nie poczuwa się do żadnych obowiązków i jedyne co robi to wyrzuca śmieci.
Poza tym NIC. Nawet przestał polić w piecu - co go obchodzi, że marzniemy. Przecież miernoty poza nim samym nikt ani nic nie obchodzi.

czwartek, 20 października 2016

Medal

Miernota zasłużył na medal:

po roku zmienił sobie pościel!

Tak, przez dwanaście miesięcy spał w łóżku z niezmienianą pościelą.

W zasadzie to zmienił tylko poszwę, Prześcieradła ani poszewki na poduszkę już nie zmienił, Może za rok?

poniedziałek, 26 września 2016

Odkurzacz

Odkurzacz ma kilka filtrów, które co jakiś czas trzeba oczyścić. Jeśli się tego nie robi, silnik się przegrzewa i odkurzacz wyłącza się automatycznie na przynajmniej pół godziny.

Kiedy zdarzy się coś takiego kiedy odkurza miernota, wystawia odkurzacz na taras, żeby się szybciej schłodził, nigdy, natomiast, nie opróżni pojemnika ze śmieciami ani nie wyczyści żadnego z filtrów.

piątek, 19 sierpnia 2016

Przykład dla dzieci

Czteroletnia córka zostawiła buciki na podłodze w kuchni.

Prostak, zamiast zawołać dziecko i dopilnować by odniosła buty na swoje miejsce, wkopał buty do kąta pod krzesło, skąd dość trudno cokolwiek wydostać.

Kiedy zwróciłam mu uwagę, że się tak nie robi, że jaki przykład daje dzieciom odpowiedział, że butów się nie zostawia na środku kuchni. A czy się je wkopuje pod krzesło czy stół zamiast tego? Przecież czterolatka sama, jeśli jej się o tym nie przypomni, nie przyjdzie, nie odszuka w kącie butów i nie odniesie ich do szafki.

Mówię mu to, a jego reakcja to agresja.

Pytam dlaczego po prostu nie zawołał córki, "Bo nie."

Ja zwołałam. Przyszła, zabrała buciki i odniosła.

W miarę upływu lat, zamiast przejawiać coraz dojrzalszą postawę, miernota zachowuje coraz bardziej jak najzwyklejszy cham, brudas, fleja i leń.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

w mordę

Miernota zadaje synowi pytanie, syn nie odpowiada. Miernota do syna:

- Odpowiedz na moje pytanie albo dam ci w morde!

niedziela, 22 maja 2016

Niechęć do żony

Weekendowy poranek.
Miernota robi sobie śniadanie,
Córka maluje przy kuchennym stole, więc M zabiera talerz i kubek i wychodzi do pokoju, wyraźnie zmierzając do fotela i stolika przy nim. Kiedy spostrzega mnie, siedzącą na kanapie i robiącą na drutach, robi w tył zwrot i wychodzi do swojego pokoju.
Tak bardzo mnie nie lubi, że nawet nie zje w moim towarzystwie śniadania.