wtorek, 22 września 2015

Powtórka z rozrywki?

Mąż od maja nie pracuje.
Nie podobała mu się poprzednia praca, więc nią rzucił.

Ponieważ na wszystkie wydatki musiało wystarczyć tylko to co ja zarobię, pracuję o wiele więcej - mąż miał więcej udzielać się w domu. Do tej pory nie było aż tak źle, choć sam się nie domyślał, ze trzeba poodkurzać, wyszorować wannę, na zakupy nie pojechał a jeśli już to kupił tylko rzeczy dla siebie, a już mleka dla dzieci nie. Nie gotował, jak poprosiłam go o rozwieszenie prania, rozwiesił rzeczy swoje i dzieci, moje zostawił mokre w koszu na pranie. Innym razem wszystko wrzucił po prostu do suszarki choć prosiłam o rozwieszenie prania na zewnątrz.

Wczoraj, po odebraniu młodszego dziecka z przedszkola wracam do domu, w którym mąż był sam od rana. Nie poodkurzane, zabawki porozrzucane jak je dzieci zostawiły w niedzielę wieczorem, a ze zlewu gary "wychodzą." Ja nawet nie zdążyłam rano zjeść śniadania, wypiłam tylko kawę.

Zapytałam

- Naprawdę nie mogłeś choć pozmywać?

Zastanawiam się kiedy zacznie się tak jak rok temu - picie piwa, spanie do południa, i nic-nie-robienie. Bo to w sumie niezły układ -żona zasuwa i w pracy i w domu, a mąż relaksuje się 24/7.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Korespondencja prywatna

Od zawsze to ja w naszym małżeństwie zajmowałam się wszystkimi urzędowymi sprawami z płatnościami włącznie.

Kilka miesięcy temu mąż oświadczył mi, że mam nie otwierać jego prywatnej korespondencji - i nie chodziło o listy od osób prywatnych, bo takich nie dostaje, tylko właśnie o korespondencję z banku, karty kredytowe itp.

No dobrze.

A potem zaczął mi podrzucać wyciągi z kart do zapłacenia.

Czyli tak: otwierać i oglądać mi nie wolno (bo w ten sposób można mi utrzeć nosa) ale płacić mam (bo tak jest miernocie wygodniej)?

A jak znam kwotę do zapłaty (wykaz transakcji oderwany - nie dla oczu żony!) to nie narusza to prywatności męża? A może sam fakt, że przez pół minuty trzymałam kopertę w dłoni sprawia, że staje się ona toksyczna i grozi miernocie śmiertelne niebezpieczeństwo?

W koćcu zwróciłam mu uwagę i teraz sam sobie wysyła płatności.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Wakacje nie dla żony

Kiedy rok temu przyjechała na komunię syna jego chrzestna, zaprosiła nas do siebie, na Florydę. Z rozmowy wynikało, że jesteśmy zaproszeni wszyscy czworo - cała rodzina.

W lutym zadzwonił do mnie mąż z pytaniem czy mam coś przeciwko temu, żeby zabrał na Florydę na ferie wiosenne syna.

No i poleciał sobie sam, ze starszym dzieckiem - bo młodszego już nie zabrał.

O żonie nie wspomnę, bo żona nadaje się do zmieniania pieluch, sprzątania, prania, zajmowania się dziećmi i płacenia rachunków, ale na wakacje na słonecznej Florydzie to już nie zasługuje.

Mało jeszcze miernocie było, że podejmując decyzję o wyjeździe na wakacje bez żony i córki sprawi nam obu przykrość (córka przez cały tydzień pytała o brata, bo do tej pory rozstawała się z nim jedynie na czas zajęć w szkole). Na dwie godziny przed wyjazdem oświadczył mi, że mam go zawieźć na lotnisko - a od nas to wyprawa, 5 godzin w obie strony. Nie zapytał wcześniej, cz go odwiozę, nie zapytał w ogóle, po prostu oświadczył mi co mam zrobić.

Trzeba mieć niezły tupet, żeby tak się zachować w danej sytuacji!

czwartek, 2 kwietnia 2015

Brak słów...

Nasza dwuletnia córka, brojąc, przewróciła suszarkę z praniem.
Miernota widzi, nie reaguje, siedzi spokojnie na kanapie i nie rusza się z miejsca, a  mokre pranie leży na podłodze.
Po jakimś czasie przybiega do mnie starsze dziecko z wiadomością co się stało.
Idę z kuchni, robię porządek, a ten dalej siedzi i nic.
I żeby to jeszcze były moje ubrania, ale to były ubranka córki...

*          *          *

Syn rozlał mleko - cały kubek - na stół, krzesło, podłogę.
Zdarzyło się to, kiedy byłam zajęta w łazience kąpaniem młodszej córki, ale mąż był obecny.
I co?
I nic!
Wyszedł z kuchni i zostawił ten cały bałagan do posprzątanie dla mnie.

*          *          *

Nastawiając pralkę nie zauważyłam, że rękaw jednej z rzeczy został przyczaśnięty drzwiczkami. Bęben obracał się i obracał, zakręcając rękaw aż w końcu całe to pranie wyrwało sprężynę mocującą kołnierz. Na szczęście zauważyłam to dość szybko i nie doszło do zalania.
Obejrzałam pralkę i doszłam do wniosku, że da się kołnierz umocować na powrót tą samą sprężyną tylko trzeba ją mocno naciągnąć.
Spróbowałam, ale nie dałam rady.
Wołam męża na pomoc, kilka razy - nie reaguje.
Idę i tłumaczę, że potrzebuję jego pomocy z pralką.
Wzruszył ramionami i odwrócił się do mnie plecami.
Rozżalenie i wściekłość dodały mi sił i w końcu poradziłam sobie z tą sprężyną, a kilka godzin później miernota, który odmówił mi wcześniej pomocy, nastawił sobie swoje pranie. Bo miernota pierze tylko swoje rzeczy, mimo, że ja zawsze piorę i jego - wszystko co jest w koszu na brudne rzeczy.

sobota, 14 marca 2015

Przecinek

Weekend.
Pozwoliłam synowi grać na tablecie, co zostało natychmiast wykorzystane przez bohatera niniejszych wpisów, żeby dziecku dokuczyć (z jakiegoś powodu przeszkadzało mu, że dziecko sobie cicho siedziało na fotelu i grało) a przy okazji zabłysnąć kulturą osobistą:

- Odłóż to kur*a bo ci to zaraz rozpierd*lę!


czwartek, 19 lutego 2015

Uczynnym być...

W związku z planowanym zabiegiem u chirurga szczękowego, zapytałam męża czy mnie zawiezie na zabieg.

Zabieg miał być pod narkozą, więc nie mogłam pojechać sama, poza tym ktoś musiał się zaopiekować naszą dwuletnią córeczką.

Dowiedziałam się, że nie będzie brał dnia wolnego tylko po to, żeby mnie zawieźć do dentysty i że jak się umówię na sobotę to mnie zawiezie. Wiadomo, że u nas żaden dentysta, a tym bardziej chirurg nie pracuje w sobotę.

Ponieważ kolejny raz okazało się, że na męża nie mogę liczyć, umówiłam się na taki dzień, który pasował koleżance i to ona mi pomogła - zawiozła, przywiozła, zajęła się dzieckiem.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Prostak

Młodsze dziecko położyło na bieżni szmatę do podłogi. Miernota chce skorzystać ze sprzętu, widzi szmatę, i zamiast odłożyć ją tam, gdzie zazwyczaj jest jej miejsce, ze złością rzuca ją na kanapę. Szmata ląduje na oparciu.

Na bieżni suszyła się też kapa na łóżko - też została byle jak rzucona w kąt.

Po skończonym bieganiu miernota idzie do łazienki. Najpierw rozlega się w całym domu:

- Ja pierdo*ę! - Okazało się, że syn nie starł podłogi. Jak widać, słownictwo prostaka nie obejmuje mniej wulgarnych sposobów wyrażania niezadowolenia.

Po chwili z zostaje wyrzucone coś, co po wylądowaniu na środku korytarza okazuje się być sweterkiem młodszego dziecka. Prostak nie odniesie ubranka dziecka do koszta z praniem, nie zostawi go też w łazience, skąd ja bym je zabrała i zaniosła do prania. Nie, miernota rzuci z wściekłością na środek korytarza.

Prostak nie sprząta po sobie. Na stole zostają zawsze okruchy chleba, kubek z niedopitą kawą, słoik po kiszonych ogórkach lub kapuście, ścierka, na której postawił gorący garnek z zupą - prostak nie uznaje podkładek pod gorące naczynia.