Młodsze dziecko położyło na bieżni szmatę do podłogi. Miernota chce skorzystać ze sprzętu, widzi szmatę, i zamiast odłożyć ją tam, gdzie zazwyczaj jest jej miejsce, ze złością rzuca ją na kanapę. Szmata ląduje na oparciu.
Na bieżni suszyła się też kapa na łóżko - też została byle jak rzucona w kąt.
Po skończonym bieganiu miernota idzie do łazienki. Najpierw rozlega się w całym domu:
- Ja pierdo*ę! - Okazało się, że syn nie starł podłogi. Jak widać, słownictwo prostaka nie obejmuje mniej wulgarnych sposobów wyrażania niezadowolenia.
Po chwili z zostaje wyrzucone coś, co po wylądowaniu na środku korytarza okazuje się być sweterkiem młodszego dziecka. Prostak nie odniesie ubranka dziecka do koszta z praniem, nie zostawi go też w łazience, skąd ja bym je zabrała i zaniosła do prania. Nie, miernota rzuci z wściekłością na środek korytarza.
Prostak nie sprząta po sobie. Na stole zostają zawsze okruchy chleba, kubek z niedopitą kawą, słoik po kiszonych ogórkach lub kapuście, ścierka, na której postawił gorący garnek z zupą - prostak nie uznaje podkładek pod gorące naczynia.
poniedziałek, 9 lutego 2015
piątek, 23 stycznia 2015
Tata nie dla dzieci
"Ojciec" moich dzieci nie jest zainteresowany spędzaniem czasu ze swoimi dziećmi.
Po powrocie z wyjazdu, piątkowe popołudnie spędza przed telewizorem - koniecznie z procentami w kieliszku. Syn prosi, żeby mu z czymś pomógł, ale telewizja okazuje się ważniejsza od dziecka. Potem drzemka, z której wstaje kiedy pozostali domownicy już śpią. Wówczas, do wczesnych godzin porannych - internet.
W sobotę rano śpi długo - trzeba odespać zarwaną noc! Starszego dziecka nie zawiezie na karate, nie zostanie też z młodszym w domu. Ja biorę dwójkę i jadę. Po powrocie okazuje się, że w piecu nie napalone - "taty" nie obchodzi, że dzieci zmarzną...
Po obiedzie zabieram dzieci na basen - oczywiście "tata" nie jest zainteresowanye wyjazdem rodzinnym. Zostaje w domu. Po powrocie, zanim jeszcze zdążyliśmy ściągnąć buty, zapowiada nam, że za pół godziny ogląda mecz. Mecz się zaczyna, dzieci ni mogą oglądać bajki. "Ojciec" mówi starszemu dziecku, że za pół godziny. Trzy godziny później - że jeszcze 10 minut.
A potem dzieci idą spać, a "tata" zasiada przed komputerem...
I tak w kółko. Dzieci mu jedynie przeszkadzają, zawadzają ...
czwartek, 15 stycznia 2015
Pragnienia dziecka
- Mamo, pamiętasz jak byłem mały? - pyta mój dziewięcioletni syn.
- Oczywiście, że pamiętam synku.
- Czy tata wtedy też był dla nas taki niemiły?
- Nie...
Po jakimś czasie dziecko stwierdza:
- Ja nie chcę mieś 9 lat. Ja chcę być znowu mały, chcę mieć 2 albo 3 lata.
A potem narysował całą rodzinę i stwerdził, że chciałby, żebyśmy zrobili coś wszyscy razem. Niestety tata nie jest zainteresowany spędzaniem czasu z resztą rodziny.
Nie traktuje nas jak swojej rodziny...
- Oczywiście, że pamiętam synku.
- Czy tata wtedy też był dla nas taki niemiły?
- Nie...
Po jakimś czasie dziecko stwierdza:
- Ja nie chcę mieś 9 lat. Ja chcę być znowu mały, chcę mieć 2 albo 3 lata.
A potem narysował całą rodzinę i stwerdził, że chciałby, żebyśmy zrobili coś wszyscy razem. Niestety tata nie jest zainteresowany spędzaniem czasu z resztą rodziny.
Nie traktuje nas jak swojej rodziny...
![]() |
| Tata, siostra, mama, autor rysunku |
środa, 7 stycznia 2015
Jednoznaczna deklaracja
W Sylwestra byłam w pracy do 2.30. Po pracy odebrałam młodsze dziecko z przedszkola, a po powrocie do domu okazało się, że starsze dziecko, które zostało z ojcem w domu, od rana nic nie jadło - miernota nie uważał za stosowne dać dziecku jeść.
Na 5 po południu byliśmy zaproszeni do znajomych - w większym gronie mieliśmy żegnać odchodzący rok i witać nowy. Mąż wiedział na którą jesteśmy zaproszeni, widział jak przebieram dzieci i się zbieram. Tuż przed wyjściem do kogoś zadzwonił, a kiedy posłałam syna, żeby się zapytał czy z nami jedzie, powiedział, że nie. Dojechał po godzinie, drugim samochodem.
Jego osobny przyjazd, bez rodziny, mimo, że nie było ku temu potrzeby czy uzasadnienia, został odebrany nie tylko przeze mnie, jako jednoznaczna deklaracja wrogich uczuć wobec żony i dzieci.
Nie wiem co chciał osiągnąć swoim zachowaniem - dokuczyć mi? Sprawić mi przykrość? Udało mu się. Ale też udało mu się zrobić z siebie głupka i palanta.
Na 5 po południu byliśmy zaproszeni do znajomych - w większym gronie mieliśmy żegnać odchodzący rok i witać nowy. Mąż wiedział na którą jesteśmy zaproszeni, widział jak przebieram dzieci i się zbieram. Tuż przed wyjściem do kogoś zadzwonił, a kiedy posłałam syna, żeby się zapytał czy z nami jedzie, powiedział, że nie. Dojechał po godzinie, drugim samochodem.
Jego osobny przyjazd, bez rodziny, mimo, że nie było ku temu potrzeby czy uzasadnienia, został odebrany nie tylko przeze mnie, jako jednoznaczna deklaracja wrogich uczuć wobec żony i dzieci.
Nie wiem co chciał osiągnąć swoim zachowaniem - dokuczyć mi? Sprawić mi przykrość? Udało mu się. Ale też udało mu się zrobić z siebie głupka i palanta.
sobota, 3 stycznia 2015
Dzień bez złośliwości dniem straconym
Miernota jest obecny, kiedy dwuletnia córka woła, że chce zjeść makaron. Słyszy, jak tłumaczę, że makaron trzeba ugotować, widzi jak nalewam wodę do garnka i ustawiam na palniku tłumacząc dziecku co robię.
Ponieważ kuchnia jest mała, wychodzę z niej z dzieckiem na czas, kiedy woda się gotuje.
Po chwili wracam - garnek zsunięty z palnika. - Komu na złość chciał zrobić, mnie, czy dziecku?
Stawiam garnek na palniku, po chwili wrzucam makaron na gotującą się wody i wracam do dziecka. Po jakimś czasie miernota woła bardzo nieuprzejmym tonem:
- A ten makaron to się ma rozgotować czy co?
To bardzo typowe dla niego zachowanie - ze wszystkich możliwych sposobów zwrócenia mojej uwagi na fakt, że makron już się ugotował, zawsze wybierze ten najbardziej nieuprzejmy i stawiający drugą osobę w negatywnym świetle. Bezinteresowna nieżyczliwość to cecha sztandarowa miernoty.
Nie ma dnia, bez jakiegoś incydentu.
Wracamy z imprezy ze znajomymi. Pada deszcz. Młodsze dziecko płacze w samochodzie, domaga się mamy, ale mama prowadzi samochód, więc nie może dziecka przytulić. Mimo wszystko, staram się jakoś Małą uspokoić. Przestaje padać deszcz, ale w tej stresującej sytuacji nie wyłączam natychmiast wycieraczek. Mąż wrzeszczy na mnie:
- Wyłącz, kur*a, te wycieraczki bo nie pada deszcz! - Miernota jest dobrze wychowany tylko wobec obcych, nigdy wobec własnej rodziny.
Ponieważ kuchnia jest mała, wychodzę z niej z dzieckiem na czas, kiedy woda się gotuje.
Po chwili wracam - garnek zsunięty z palnika. - Komu na złość chciał zrobić, mnie, czy dziecku?
Stawiam garnek na palniku, po chwili wrzucam makaron na gotującą się wody i wracam do dziecka. Po jakimś czasie miernota woła bardzo nieuprzejmym tonem:
- A ten makaron to się ma rozgotować czy co?
To bardzo typowe dla niego zachowanie - ze wszystkich możliwych sposobów zwrócenia mojej uwagi na fakt, że makron już się ugotował, zawsze wybierze ten najbardziej nieuprzejmy i stawiający drugą osobę w negatywnym świetle. Bezinteresowna nieżyczliwość to cecha sztandarowa miernoty.
Nie ma dnia, bez jakiegoś incydentu.
Wracamy z imprezy ze znajomymi. Pada deszcz. Młodsze dziecko płacze w samochodzie, domaga się mamy, ale mama prowadzi samochód, więc nie może dziecka przytulić. Mimo wszystko, staram się jakoś Małą uspokoić. Przestaje padać deszcz, ale w tej stresującej sytuacji nie wyłączam natychmiast wycieraczek. Mąż wrzeszczy na mnie:
- Wyłącz, kur*a, te wycieraczki bo nie pada deszcz! - Miernota jest dobrze wychowany tylko wobec obcych, nigdy wobec własnej rodziny.
niedziela, 28 grudnia 2014
Prezenty
Za kilka tygodni minie 20 lat od pewnego dnia, kiedy spotkaliśmy się z mężem pierwszy raz.
Pamiętam bardzo dokładnie i datę i okoliczności.
Od tych niemal dwudziestu lat, w tym roku zdarzyło się pierwszy raz, że nie dostałam od męża prezentu pod choinkę.
Nie, nie było to wynikiem umowy.
Jestem już dużą dziewczynką i nie ubolewam nad brakiem podarunku z materialnego punku widzenia. Jego brak ma inny wymiar - określa jednoznacznie stosunek męża do mnie.
W końcu to bliskich (i znajomych) obdarowuje się prezentami. Widać, nie kwalifikuję się nawet do grona osób, którym wypada dać jakiś prezent.
Nie zaskoczyło mnie zachowanie męża, mimo że zachował się dokładnie tak, jak to przewidziałam, Było, i nadal jest mi, przykro. Po mężu wszak oczekujemy innej postawy wobec żony.
A ja postarałam się o prezent dla niego. Tyle, że mój prezent został wzgardzony - do tej pory nawet nie został odpakowany. Tym też mnie mąż nie zaskoczył - już raz tak zrobił, kilka lat temu. Po miesiącu sama odpakowałam i oddałam do sklepu.
Myślę, że takie zachowanie świadczy o bardzo złym wychowaniu osoby, która nawet nie raczy odpakować otrzymanego prezentu, zwłaszcza, że wie, że wyrządzi tym darczyńcy przykrość.
Wychodzi na to, że mąż mój specjalnie sprawił mi przykrość i to podwójnie.
Dwa razy, to o jeden raz nadto.
A doszedł do tego raz trzeci.
Mężowi zawsze przeszkadzało to, że robię na drutach. Białej gorączki dostaje na widok włóczki, a ilekroć zapytany czy podoba mu się to co zrobiłam, zawsze wyraża się negatywnie i znajdzie coś do skrytykowania.
A w dzień po Bożym Narodzeniu wyszedł z domu z reklamówką, w której było kilka motków włóczki. Zauważyłam i kolor i markę.
Nie trzeba być super rozgarniętym, aby sobie zadać pytanie: Dla kogo ta włóczka?
Bo gdyby była dla mnie, to dostałabym ją pod choinkę i nie byłoby potrzeby wynoszenia jej po kryjomu z domu.
I jak to jest, że włóczka w moich rękach działa na męża jak czerwona płachta na byka, a sam kupuje włóczkę dla kogoś innego. Dzierganie to raczej kobieca domena, więc trudno uniknąć wniosku, że to dla innej kobiety mąż mój kupuje prezent, którego mi poskąpił.
Pamiętam bardzo dokładnie i datę i okoliczności.
Od tych niemal dwudziestu lat, w tym roku zdarzyło się pierwszy raz, że nie dostałam od męża prezentu pod choinkę.
Nie, nie było to wynikiem umowy.
Jestem już dużą dziewczynką i nie ubolewam nad brakiem podarunku z materialnego punku widzenia. Jego brak ma inny wymiar - określa jednoznacznie stosunek męża do mnie.
W końcu to bliskich (i znajomych) obdarowuje się prezentami. Widać, nie kwalifikuję się nawet do grona osób, którym wypada dać jakiś prezent.
Nie zaskoczyło mnie zachowanie męża, mimo że zachował się dokładnie tak, jak to przewidziałam, Było, i nadal jest mi, przykro. Po mężu wszak oczekujemy innej postawy wobec żony.
A ja postarałam się o prezent dla niego. Tyle, że mój prezent został wzgardzony - do tej pory nawet nie został odpakowany. Tym też mnie mąż nie zaskoczył - już raz tak zrobił, kilka lat temu. Po miesiącu sama odpakowałam i oddałam do sklepu.
Myślę, że takie zachowanie świadczy o bardzo złym wychowaniu osoby, która nawet nie raczy odpakować otrzymanego prezentu, zwłaszcza, że wie, że wyrządzi tym darczyńcy przykrość.
Wychodzi na to, że mąż mój specjalnie sprawił mi przykrość i to podwójnie.
Dwa razy, to o jeden raz nadto.
A doszedł do tego raz trzeci.
Mężowi zawsze przeszkadzało to, że robię na drutach. Białej gorączki dostaje na widok włóczki, a ilekroć zapytany czy podoba mu się to co zrobiłam, zawsze wyraża się negatywnie i znajdzie coś do skrytykowania.
A w dzień po Bożym Narodzeniu wyszedł z domu z reklamówką, w której było kilka motków włóczki. Zauważyłam i kolor i markę.
Nie trzeba być super rozgarniętym, aby sobie zadać pytanie: Dla kogo ta włóczka?
Bo gdyby była dla mnie, to dostałabym ją pod choinkę i nie byłoby potrzeby wynoszenia jej po kryjomu z domu.
I jak to jest, że włóczka w moich rękach działa na męża jak czerwona płachta na byka, a sam kupuje włóczkę dla kogoś innego. Dzierganie to raczej kobieca domena, więc trudno uniknąć wniosku, że to dla innej kobiety mąż mój kupuje prezent, którego mi poskąpił.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Metody wychowawcze
Miernota nie kryje swojej radości i śmieje się głośno ilekroć syn mnie nie słucha albo jest wobec mnie nieuprzejmy czy opryskliwy.
Sposób miernoty na wychowywanie dzieci to pozwalanie im na wszystko i spełnianie wszelkich zachcianek do momentu, kiedy zachowanie dziecka zacznie go denerwować. Wtedy jest walenie po palcach, bicie po głowie, rzucanie dzieckiem o podłogę, wyzwiska i odgrażanie się, że dziecko zaraz dostanie w łeb.
Sposób miernoty na wychowywanie dzieci to pozwalanie im na wszystko i spełnianie wszelkich zachcianek do momentu, kiedy zachowanie dziecka zacznie go denerwować. Wtedy jest walenie po palcach, bicie po głowie, rzucanie dzieckiem o podłogę, wyzwiska i odgrażanie się, że dziecko zaraz dostanie w łeb.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
